Katalogowanie z Facebookiem

Co zrobić, gdy sytuacja zmusza człowieka do identyfikacji pięciu tysięcy gatunków ryb w niecałe 24 godziny? Trzeba wrzucić ich zdjęcia na Facebooka. Tak właśnie zrobił Devin Bloom, doktorant uniwersytetu w Toronto. Dzięki jego pomysłowi uczeni przekonali się, że sieci społecznościowe nie tylko są rozrywką, ale mogą też pomóc nauce.

Bloom pomagał doktorowi Brianowi Sidlauskasowi z uniwersytetu w Oregonie w badaniach nad rybami żyjącymi w niewielkiej południowoamerykańskiej rzece Cuyuni położonej w Gujanie. Naukowcy spędzili dwa tygodnie w prowizorycznych namiotach w środku dżungli łowiąc codziennie tyle ryb ile zdołali. W ten sposób udało się im zgromadzić kolekcję ponad pięciu tysięcy gatunków.

Jednak zgodnie z miejscowym prawem, by wywieźć ryby z Gujany zespół musiał przedstawić dokładny raport na ich temat. Czasu było mało. Wtedy Bloom zaproponował nowatorskie wyjście z sytuacji. Można przecież poprosić o pomoc znajomych ichtiologów oraz rybich pasjonatów na całym świecie! Wystarczy użyć do tego Facebooka, wrzucając zdjęcia ryb do Internetu i rozsyłając je do przyjaciół. Szef wyprawy, Sidlauskas uznał pomysł za genialny. W ciągu 24 godzin znajomi uczonych zidentyfikowali prawie wszystkie gatunki. Zebrane w ten sposób dane Bloom i Sidlauskas przedstawili gujańskim władzom i mogli bez przeszkód wrócić ze swymi zdobyczami do domu.

Nowatorskie zastosowanie Facebooka w badaniach może zmienić podejście ludzi świata nauki do portali społecznościowych, dotychczas kojarzonych raczej z płochą rozrywką. Zdanie w ich kwestii zmienił przede wszystkim sam Bloom. - W tego typu serwisach drzemie ogromna siła. Naukowcy powinni wreszcie otworzyć się na nowe technologie i używać ich do kontaktu z badaczami na całym świecie – stwierdził2011_05_16_b

Izabela Nowakowska

Komentarze (1)
1poniedziałek, 23, maj 2011 14:33
Już jakiś czas temu podobnym sposobem (dzięki współpracy z tysiącami internautów) prowadzono i nadal prowadzi się badania astronomiczne. W tym przypadku chodzi na przykład o przeglądanie milionów zdjęć nieba, aby dostrzec na nich np obiekty ruchome. Jednak korzystanie z sieci w nauce (w podobnych celach) ciągle jest nowością! Jak to jest, że "uczone głowy" umieją posługiwać się zderzaczem hadronów, a nie umieją wykorzystać potęgi internetu?
Komentarze (1)
1poniedziałek, 23, maj 2011 14:33
Już jakiś czas temu podobnym sposobem (dzięki współpracy z tysiącami internautów) prowadzono i nadal prowadzi się badania astronomiczne. W tym przypadku chodzi na przykład o przeglądanie milionów zdjęć nieba, aby dostrzec na nich np obiekty ruchome. Jednak korzystanie z sieci w nauce (w podobnych celach) ciągle jest nowością! Jak to jest, że "uczone głowy" umieją posługiwać się zderzaczem hadronów, a nie umieją wykorzystać potęgi internetu?