Get Adobe Flash player

Nie taki straszny wilk

Dlaczego prawie sto lat temu wytępiono wilka workowatego? Dlatego że ponoć trzebił stada owiec. Szkopuł w tym, że – według najnowszych badań – nic takiego nigdy nie miało miejsca. Naukowcy z University of New South Wales odkryli, że drapieżnik miał za słabe szczęki, by upolować owcę – szczytem jego możliwości myśliwskich były niewielkie oposy.

Najnowszy numer „Zoological Society of London’s Journal of Zoology” rzuca nowe światło na historię największego drapieżnego torbacza naszych czasów. Wilka workowatego, zwanego też tasmańskim, po raz ostatni widziano na wolności w latach 30. XX wieku. Został wytępiony do szczętu, gdyż Europejczycy osiedlający się w Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii uznali go za szkodnika polującego na owce. – Nasze badania pokazały jednak, że z powodu słabych szczęk wilk workowaty musiał się ograniczać do znacznie mniejszej zwierzyny – twierdzi Marie Attard, główna autorka pracy. – To nietypowe dla mięsożernego drapieżnika, który osiągał 30 kg wagi.

Naukowcy stworzyli i przetestowali komputerowy model działania szczęk dwóch największych żyjących mięsożernych torbaczy – diabła tasmańskiego oraz niełaza wielkiego. Przeprowadzili też symulację dla wilka workowatego, badając, z jaką siłą mógł chwytać i rozszarpywać zdobycz. W ten sposób ustalili, że był w stanie polować najwyżej na oposy albo małe kangury zwane walabami. – Niezdolność polowania na duże zwierzęta mogła przyspieszyć wyginięcie wilka workowatego – mówi Attard.


Ewa Korzybska/EurekNews 2011 09 01 b1

CZYTAJ TAKŻE