Narty na Enceladusie

Jeśli narty, to tylko na... Enceladusie. Lodowy puch pokrywający powierzchnię księżyca Saturna byłby idealny dla miłośników białego szaleństwa – dowiedzieliśmy się na kongresie planetologów odbywającym się właśnie we francuskim Nantes.

 

Ogromne bezludne przestrzenie pokryte grubą warstwą lodowych kryształków o rozmiarach rzędu tysięcznych części milimetra, czyli mniejszych nawet niż drobinki talku. – To wymarzona nawierzchnia dla narciarza – mówi dr Paul Schenk z Lunar and Planetary Institute w Houston, przyznając zarazem, że nigdy nie postawił stopy na stoku. Zresztą na opisywanym przez niego terenie też nikt nigdy nie szusował. Na razie prześlizgnął się po nim tylko wzrok kamer sondy kosmicznej Cassini. Idealne narciarskie stoki znajdują się bowiem na Enceladusie, jednym z księżyców Saturna.

Skąd wzięła się ta idealna nawierzchnia? Odpowiedzialne są za nią lodowe gejzery, których niedawne odkrycie było sporą sensacją. Okazało się, że to zamarznięta woda wyrzucana z Enceladusa stanowi większość materii w jednym z pierścieni Saturna, dociera ona też do górnych warstw atmosfery macierzystej planety. Część lodowych drobin wraca zaś na powierzchnię księżyca. Jeszcze w 2010 roku dr Sasha Kempf z Max Planck Institute i dr Juergen Schmidt z kolegami z uniwersytetu w Poczdamie przewidzieli, że najwięcej lodowego puchu powinno się gromadzić w określonych dwóch miejscach po przeciwnych stronach satelity. Teraz na kongresie planetologicznym zorganizowanym przez European Planetary Science i Wydział Nauk Planetarnych Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego dr Paul Schenk zaprezentował wyniki analiz zdjęć zrobionych przez sondę Cassini, potwierdzających te przewidywania.

Zespół Schenka zainteresował się pewnym obszarem leżącym na północ od lodowego gejzeru. Analizie poddano najlepsze dostępne zdjęcia w wysokiej rozdzielczości – widoczne były na nich obiekty rzędu 12 metrów. Okazało się, że chociaż upudrowana lodem powierzchnia jest niezwykle gładka, to w niektórych miejscach teren łagodnie faluje. Pod grubą warstwą lodu pogrzebane są bowiem stare szczeliny i kratery, a nawet kaniony – największy z nich jest głęboki na pół kilometra i ma szerokość 1,5 km.

Lodowy puch gromadzi się na Enceladusie bardzo powoli w porównaniu do ziemskich standardów. Rocznie powłoka grubieje zaledwie o tysięczne części milimetra. Aby usypała się warstwa taka jak na badanym obszarze – czyli około 100 metrów – musiały więc upłynąć dziesiątki milionów lat. To wszystko sugeruje, że lodowe gejzery na Enceladusie i źródła ciepła je napędzające muszą istnieć od bardzo dawna. Podobnie jak płynna woda pod lodową skorupą księżyca, w której istnienie wierzą niektórzy naukowcy. Niektórzy sugerują też, że może tam istnieć życie.

Ewa Zegler-Poleska/EurekNews.pl 2011 10 04 b1