Get Adobe Flash player

Druga dziura ozonowa

W tym roku nad Arktyką po raz pierwszy zanotowano tak duży ubytek ozonu, że uczeni mówią o drugiej dziurze, podobnej do tej, która nęka położoną na drugim biegunie Antarktydę. O niebezpiecznym zjawisku donosi internetowe wydanie tygodnika „Nature”.

 

Odkąd w latach 80. XX wieku zaobserwowano dziurę ozonową nad Antarktydą i zrozumiano proces jej powstawania, uczeni zastanawiali się, czy podobna sytuacja może zaistnieć po drugiej stronie globu. Destrukcja ozonu zachodzi w bardzo niskich temperaturach, typowych dla Antarktydy. Nad Arktyką jest nieco cieplej, co w dużym stopniu chroniło te rejony. Niestety, tylko do czasu. W tym roku badacze zanotowali rekordowy ubytek ozonu w stratosferze nad biegunem północnym. Zniszczenie warstwy ozonowej osiągnęło ponad 80 proc. i naukowcy mówią już o arktycznej dziurze.

Winna była temu długa i mroźna zima. Niszczące ozon chemikalia mogą przetrwać tylko w niskich temperaturach. Tym razem ciepło zaczęło osłabiać ich działanie dopiero w połowie marca, zaledwie tydzień wcześniej niż w czasie typowej zimy na Antarktydzie. Dalsza obserwacja pokazuje, że obecny poziom ozonu nad Arktyką jest dużo niższy od typowego dla tej pory roku.

Uczeni mają dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że podpisanie tzw. protokołu montrealskiego (dotyczy on przeciwdziałania powiększaniu się antarktycznej dziury ozonowej) zmniejszyło znacznie potencjalne zniszczenia. Niestety, nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie będą kolejne arktyczne zimy i czy ubytek ozonu nie będzie jeszcze większy. Sytuacja może być szczególnie groźna, gdy masy powietrza przesuną dziurę nad niższe, zamieszkane szerokości geograficzne. Brak ochronnej warstwy ozonu sprawia, że do Ziemi dociera niebezpieczne promieniowanie ultrafioletowe, którego nadmiar może powodować raka skóry.

Marek Matacz/EurekNews 2011 10 03 c

CZYTAJ TAKŻE